Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prawo cywilne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prawo cywilne. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 lipca 2013

Umowa o roboty budowlane a umowa o dzieło




Autor: @Wojtek




Z artykułu dowiesz się co decyduje o odróżnieniu umowy o roboty budowlane od umowy o dzieło. Jaki wpływ na rozróżnienie obydwu rodzajów umów mają przepisy Prawa budowlanego.


Umowa o roboty budowlane oraz umowa o dzieło wykazują wiele podobieństw. Sprawia to, że w konkretnym przypadku można mieć problem z rozróżnieniem z jaką umową masz do czynienia. W literaturze przedmiotu można się spotkać z poglądem, że umowa o roboty budowlane za podtypem umowy o dzieło.


Obie umowy wykazują jednak wiele różnic.


Kwestią zasadniczą pozostaje zatem ustalenie co przesądza o istnieniu jednego czy drugiego typu umowy. Istotą umowy o roboty budowlane jest oddanie przez wykonawcę przewidzianego w umowie obiektu, wykonanego zgodnie z projektem i zasadami wiedzy technicznej. Inwestor zobowiązany jest do dokonania wymaganych przez właściwe przepisy czynności związanych z przygotowaniem robót. Chodzi tutaj w szczególności o przekazanie terenu budowy i dostarczenie projektu. W dalszej kolejności inwestor zobowiązany jest do odebrania obiektu.  


Właściwe przepisy o których mowa powyżej to głównie ustawa Prawo budowlane (Pr. b.).


Podstawową cechą pozwalającą na rozróżnienie umowy o roboty budowlane od umowy o dzieło jest możliwość zakwalifikowania realizowanej inwestycji z punktu widzenia Prawa budowlanego. Jeśli przy inwestycji zastosowanie mają przepisy Prawa budowlanego to będzie to umowa o roboty budowlane.


Takie kryterium rozróżnienia zostało utrwalone w orzecznictwie sądów. Przykładowo podam jeden z wyroków Sądu Najwyższego (II CSK 84/12) w którym wskazano na cechy charakterystyczne umowy o roboty budowalne. I tak: 1) przebieg procesu budowlanego powinien być udokumentowany w sposób przewidziany prawem budowlanym, 2) Umowa o roboty budowlane dotyczy większych przedsięwzięć o zindywidualizowanych właściwościach fizycznych i użytkowych, którym co do zasady towarzyszy projektowanie, przy czym dokumentację projektową powinien dostarczyć inwestor, chyba że podjął się tego wykonawca i zinstytucjonalizowany nadzór.


Umowa o roboty budowlane kształtowana jest przez prawo administracyjne, gdyż taki charakter mają przepisy ustawy Prawo budowlane. Zgodnie z Prawem budowlanym przez obiekt budowlany rozumie się (art. 3 pkt 1 Pr. b.): 1) budynek wraz z instalacjami i urządzeniami technicznymi, 2) budowlę stanowiącą całość techniczno-użytkową wraz z instalacjami i urządzeniami, 3) obiekt małej architektury.


Z kolei przez roboty budowlane rozumie się (art. 3 pkt 7 Pr. b.) budowę, a także prace polegające na przebudowie, montażu, remoncie lub rozbiórce obiektu budowlanego.


Należy jednak zwrócić uwagę na jedną istotną rzecz. Nie każdy remont jest remontem w rozumieniu przepisów Prawa budowlanego.


Podsumowując, jeśli umowa, którą chcesz podpisać będzie dotyczyła przedsięwzięcia większych rozmiarów o zindywidualizowanych właściwościach, zarówno fizycznych jak i użytkowych. Będzie jej towarzyszyło projektowanie oraz zinstytucjonalizowany nadzór. W wykonanie umowy będzie zaangażowany kierownik budowy albo projektant. Podstawą dla wykonywania tych robót będzie pozwolenie na budowę, a przynajmniej zgłoszenie wg prawa budowlanego, to jest to umowa o roboty budowlane.






Wojciech Kryczek, radca prawny. Autor bloga: Umowaorobotybudowlane.pl.




Artykuł pochodzi z serwisu Artelis.pl - Miasta Artykułów"

niedziela, 31 marca 2013

Przesłanki uzyskania rozwodu</

Orzekanie o rozwodzie w Polsce nie jest obowiązkowe. Nie spowoduje tego nawet zgodne żądanie obydwojga małżonków. To, iż współmałżonek nadużywa alkoholu, narkotyków, zdradza drugiego małżonka to tylko okoliczności ale nie powody do uzyskania rozwodu. Głównym powodem rozwodu jest bezwarunkowo trwały i zupełny rozpad pożycia.


Rozkład pożycia


Brak spełnienie tej przesłanki skreśla możliwość wzięcia rozwodu. Mianem zerwaniu bądź rozpadu pożycia określa się zerwania więzi duchowej, fizycznej i gospodarczej. Niekiedy jednak zerwanie więzi gospodarczej staje się trudne lub nie możliwe, sąd wówczas może podjąć decyzje odpowiednie do danego przypadku i nie wymagać zerwania tej więzi. Przykładem jest sytuacje gdy możliwości zarobkowe małżonka nie pozwalają mu na wyprowadzenie się z domu czy mieszkania i zamieszkanie samodzielnie.


Trwałość rozpadu


Trwałość rozpadu jest badana przez sąd i określa czy można oczekiwać że małżonkowie spróbują jeszcze podjąć wspólne pożycie czy też nie. Z reguły przyjmuje się iż rozpad musi być długo trwały ale nie jest określone ile czasu ma to zająć. Spotyka się stwierdzenia, iż rozpad powinien trwać 6 miesięcy minimum. Są jednak przypadku szczególne stwierdzające że rozpad nie nastąpi: gdy jeden z małżonków jest ciężko chory i nie ma kto się nim zaopiekować; wskutek rozwodu miałoby ucierpieć dobro małoletnich dzieci małżonków; rozwodu żąda małżonek wyłącznie winny rozkładu pożycia, a drugi małżonek nie wyraził zgody na rozwód i jego odmowa nie jest sprzeczna z zasadami współżycia społecznego.


Pozew rozwodowy


Pozew składamy zawsze do sądu okręgowego, a konkretnie do sądu właściwego ze względu na ostatnie wspólne zamieszkanie małżonków, jeżeli choć jedno z nich jeszcze stale w danym okręgu przebywa. W innym wypadku ważny jest ten sąd okręgowy właściwy dla miejsca zamieszkania strony pozwanej.


Artykuł pochodzi ze strony www.shout.pl

niedziela, 27 stycznia 2013

Wojewódzkie komisje do spraw orzekania o zdarzeniach medycznych

Autorem artykułu jest Patryk Zbroja


Założeniem regulacji dotyczącej postępowania przed wojewódzkimi komisjami do spraw orzekaniach o zdarzeniach medycznych było stworzenie alternatywnego sposobu dochodzenia roszczeń przez pacjentów i uniknięcie długotrwałych postępowań sądowych. Tymczasem zainteresowanie możliwościami, jakie stwarzają te przepisy, jest niewielkie.

Czym są wojewódzkie komisje do spraw orzekania o zdarzeniach medycznych


Celem wojewódzkich komisji do spraw orzekania o zdarzeniach medycznych jest ustalenie, czy zdarzenie, którego następstwem była szkoda majątkowa lub niemajątkowa pacjenta, stanowi zdarzenie medyczne.


W skład wojewódzkiej komisji wchodzi 16 członków, w tym połowa to członkowie posiadający co najmniej wyższe wykształcenie i tytuł magistra lub równorzędny w dziedzinie nauk medycznych, którzy wykonują zawód medyczny przez okres co najmniej 5 lat albo posiadają stopień naukowy doktora w dziedzinie nauk medycznych. Pozostałych 8 członków stanowią osoby posiadające co najmniej wyższe wykształcenie i tytuł magistra w dziedzinie nauk prawnych, które przez okres co najmniej 5 lat były zatrudnione na stanowiskach związanych ze stosowaniem lub tworzeniem prawa albo posiadają stopień naukowy doktora w dziedzinie nauk prawnych. Skład orzekający komisji to 4 osoby, 2 z wykształceniem medycznym i 2 z prawniczym.


komentarz rysunkowy A. Krupy


Pojęcie zdarzenia medycznego


Zdarzenie medyczne zostało w ustawie zdefiniowane jako:


- zakażenie pacjenta biologicznym czynnikiem chorobotwórczym,


- uszkodzenie ciała lub rozstrój zdrowia pacjenta,


- śmierć pacjenta,


które są następstwem poniższych działań niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną:


- diagnozy, jeżeli spowodowała ona niewłaściwe leczenie albo opóźniła właściwe leczenie, przyczyniając się do rozwoju choroby,


- leczenia, w tym wykonania zabiegu operacyjnego,


- zastosowania produktu leczniczego lub wyrobu medycznego.


Kwestią istotną z punktu widzenia zakresu spraw, które mogą być rozpoznane przez wojewódzkie komisje, jest to, że warunkiem koniecznym do uznania danego zdarzenia za zdarzenie medyczne jest fakt zaistnienia wskazanych powyżej okoliczności wyłącznie w szpitalu. Jeśli więc pacjent zostanie np. zakażony wirusem żółtaczki typu C w prywatnym gabinecie stomatologicznym, będzie mógł dochodzić swoich roszczeń wyłączenie przed sądem.



Wniosek o ustalenie zdarzenia medycznego


Wniosek o ustalenie zdarzenia medycznego wnosi się do wojewódzkiej komisji właściwej ze względu na siedzibę szpitala w terminie 1 roku od dnia, w którym pacjent (bądź jego przedstawiciel ustawowy, a w przypadku śmierci pacjenta – spadkobierca) dowiedział się o zakażeniu, uszkodzeniu ciała lub rozstroju zdrowia albo nastąpiła śmierć pacjenta. Do wniosku należy dołączyć wszystkie dowody go uprawdopodabniające, potwierdzenia uiszczenia opłaty od wniosku w kwocie 200 zł oraz postanowienie o stwierdzeniu nabycia spadku, w przypadku gdy z wnioskiem występuje spadkobierca.



Postępowanie przed wojewódzką komisją


W celu wydania orzeczenia komisja może wzywać do składania wyjaśnień zarówno wnioskodawcę, jak i kierownika podmiotu leczniczego prowadzącego szpital, a także ubezpieczyciela. Ponadto komisja rozpatruje wszystkie dowody przedłożone przez strony, może także zasięgnąć opinii biegłego lekarza bądź konsultanta wojewódzkiego.


Komisja zobowiązana jest do wydania orzeczenia w terminie 4 miesięcy od dnia złożenia wniosku, zaś każda ze stron w terminie 14 dni od dnia doręczenia orzeczenia wraz z uzasadnieniem może złożyć do komisji umotywowany wniosek o ponowne rozpoznanie sprawy. Jest on rozpoznawany w terminie 30 dni od dnia doręczenia w zmienionym składzie.



Wysokość świadczenia z tytułu jednego zdarzenia medycznego


Wysokość zadośćuczynienia i odszkodowania z tytułu jednego zdarzenia medycznego w odniesieniu do jednego pacjenta nie może przekroczyć:


- 100.000 zł – w przypadku zakażenia, uszkodzenia ciała lub rozstroju zdrowia pacjenta,


- 300.000 zł – w przypadku śmierci pacjenta.


W terminie 30 dni od dnia bezskutecznego upływu terminu do wniesienia wniosku o ponowne rozpoznanie sprawy lub od dnia doręczenia orzeczenia w przedmiocie wniosku o ponowne rozpoznanie sprawy, ubezpieczyciel – za pośrednictwem komisji – przedstawia wnioskodawcy (pacjentowi, jego przedstawicielowi ustawowemu lub spadkobiercy) propozycję zawarcia ugody na określoną kwotę, która nie może być wyższa od kwot wskazanych powyżej. Wnioskodawca ma 7 dni na przyjęcie lub odrzucenie propozycji. Przyjęcie wiąże się ze zrzeczeniem się roszczenia o odszkodowanie lub zadośćuczynienie w zakresie szkód, które ujawniły się w momencie orzekania. Z kolei odrzucenie propozycji oznacza niezawarcie ugody i brak wypłaty świadczenia, dla pacjenta zaś konieczność dochodzenia swoich roszczeń na drodze sądowej.



Wojewódzkie komisje w praktyce – za i przeciw


Zaletą dochodzenia roszczeń przed wojewódzką komisją jest to, że komisja ustala wyłącznie, czy doszło do zdarzenia medycznego w rozumieniu ustawy, czy też nie. Nie zajmuje się kwestią winy lekarza, pielęgniarki albo ratownika medycznego. Nie rozważa rażącego niedbalstwa lub umyślności personelu medycznego bądź szpitala. Nie orzeka także o rozmiarze szkody. Zadaniem komisji ma być zbadanie, czy określone postępowanie było niezgodne z zasadami wiedzy medycznej, bez potrzeby ustalenia przyczyn takiego postępowania. Komisja koncentruje się więc wyłącznie na obiektywnych aspektach działań medycznych, wobec czego będzie ją interesować np. wykonanie operacji przy użyciu całego dostępnego i wskazanego sprzętu, a nie zoperowanie niewłaściwego pacjenta.


Kolejnym pozytywnym aspektem jest skład orzekający, w którym zasiadają osoby z wykształceniem i praktyką medyczną. Jakkolwiek komisja i tak może powołać lekarza biegłego określonej specjalności w sytuacjach, kiedy analiza konkretnego przypadku wymaga wiadomości specjalnych, to wydaje się, że niejednokrotnie wiedza i praktyka przedstawicieli środowiska medycznego może być wystarczająca do ustalenia, czy doszło do zdarzenia medycznego w ramach samej komisji.


Krytyka postępowania przed wojewódzkimi komisjami dotyczy w głównej mierze tego, że to ubezpieczyciel (względnie szpital w braku umowy ubezpieczenia), który występuje z propozycją ugody, decyduje, jaka kwota będzie stanowiła rekompensatę z tytułu zdarzenia medycznego. Przepisy przewidują wyłącznie ograniczenie w zakresie górnej granicy proponowanych kwot, brak jest natomiast przeszkód formalnych do złożenia wnioskodawcy propozycji na poziomie nawet kilkudziesięciu złotych. Odrzucenie propozycji ugody przez wnioskodawcę powoduje, że postępowanie kończy się, a do dochodzenia roszczeń pozostaje tylko droga sądowa.


Wielu krytykuje także zapisy dotyczące składu komisji, które w żaden sposób nie narzucają, aby osobą z wykształceniem i praktyką w dziedzinie nauk medycznych był wyłącznie lekarz. Oznacza to, że w praktyce w składzie orzekającym środowisko medyczne może nie być w ogóle reprezentowane przez lekarza.


Podsumowanie pierwszego roku funkcjonowania komisji będzie istotne pod względem uzyskania informacji, jaka jest świadomość pacjentów co do możliwości dochodzenia roszczeń tą drogą, jak często pacjenci wybierają postępowanie przed komisją, a także jak długo trwa postępowanie. Określi to w pewnym sensie dalsze losy komisji.


---

Anita Sienkiewicz-Zbroja, Patryk Zbroja - adwokaci specjalizujący się w dochodzeniu zadośćuczynień i odszkodowań: www.adwokatzbroja.pl



Artykuł pochodzi z serwisu
www.Artelis.pl

Zachowek przy dziedziczeniu ustawowym

Autorem artykułu jest Agnieszka Swaczyna



Trafiają do mnie od czasu do czasu osoby zainteresowane poradą dotyczącą zachowku w sytuacji, gdy spadkodawca nie sporządził testamentu. Zagadnienie to jest o tyle ciekawe, że mimo ugruntowanego poglądu doktryny i orzecznictwa na ten temat, wielu prawników wciąż nie ma wątpliwości, że w takiej sytuacji zachowek się nie należy.

Nic bardziej błędnego! Fakt faktem, że art. 991 k.c. może być mylący: „byliby powołani do spadku z ustawy”. Jednak to sformułowanie odnosi się do kręgu osób uprawnionych do zachowku (np. dzieci spadkodawcy wyłączają od dziedziczenia rodziców spadkodawcy, co oznacza, że rodzice spadkodawcy nie są uprawnieni do zachowku), a nie powołania do spadku (testamentowe, lub z ustawy). Zresztą o tym, że właśnie ta interpretacja jest trafna świadczy art. 991 § 2 k.c. traktujący o uprawnionym, który nie otrzymał należnego mu zachowku bądź w postaci uczynionej przez spadkodawcę darowizny, bądź w postaci powołania do spadku (…).


Jakiekolwiek wątpliwości w tym zakresie rozwiewa literatura prawnicza. Prawie wszystkie komentarze do kodeksu cywilnego, a także System Prawa Prywatnego, wskazują na możliwość dochodzenia roszczenia o zachowek przy dziedziczeniu ustawowym (prawie, bo Komentarz do kodeksu cywilnego, autorstwa Elżbiety Skowrońskiej-Bocian (Lexis Nexis) nie podaje tego wprost, choć wyciągnięcie takiego wniosku dla uważnego czytelnika nie powinno nastręczać trudności). Także wyrok Sądu Najwyższego z dnia 13 lutego 2004 r., sygn. akt: II CK 444/02 (o ile wiem jest to jedyny wyrok Sądu Najwyższego dotyczący zachowku przy dziedziczeniu ustawowym) potwierdza ugruntowany pogląd doktryny: „Jeżeli uprawniony do zachowku, dziedziczący z ustawy wespół z innymi osobami, nie otrzymał należnego mu zachowku, ma przeciwko współspadkobiercom roszczenia o zapłatę sumy pieniężnej potrzebnej do pokrycia zachowku albo do jego uzupełnienia.”


Może powstać pytanie, kiedy mówimy o roszczeniu o zachowek przy dziedziczeniu ustawowym? Wtedy, gdy przed śmiercią spadkodawca dokonał darowizn zaliczanych na poczet zachowku (darowizny na rzecz spadkobierców albo darowizny na rzecz osób niebędących spadkobiercami lub uprawnionymi do zachowku dokonane do 10 lat przed śmiercią spadkodawcy. Przykładowo: A podarował przyjaciółce mieszkanie na dwa lata przed śmiercią. Syn A został spadkobiercą na mocy ustawy, jednak w majątku spadkowym nie ma nic. W tej sytuacji syn A ma roszczenie do przyjaciółki A o zachowek, bo chociaż przyjaciółka A nie jest spadkobiercą, to jej darowizna miała miejsce na dwa lata przed śmiercią A, a więc w okresie, w jakim dokonana darowizna doliczana jest do spadku).


Sprawy o zachowek przy dziedziczeniu ustawowym są dość rzadkie, ale z własnego doświadczenia mogę powiedzieć, że szczęśliwie, sądy nie mają żadnych wątpliwości i należne zachowki zasądzają.


---

Agnieszka Swaczyna, adwokat. Zajmuje się prawem cywilnym i rodzinnym. Prowadzi dwa blogi: www.blogrozwod.pl i www.blog.kancelariaswaczyna.pl



Artykuł pochodzi z serwisu
www.Artelis.pl

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Krąg spadkobierców ustawowych – nowelizacja kodeksu cywilnego z 2009 r.

Autorem artykułu jest Agnieszka Swaczyna


Nie jest to nowinka, bo przepisy rozszerzające krąg spadkobierców ustawowych zaczęły obowiązywać w dniu 28 czerwca 2009 r. Okres obowiązywania nowych przepisów jest już jednak na tyle długi, że można pokusić się o ich ocenę w oparciu także o praktykę.

Idea rozszerzenia kategorii osób uprawnionych do dziedziczenia jest, co do zasady, chwalebna. Odnoszę jednak wrażenie, że ustawodawca nie zachował stosownego umiaru w reformowaniu prawa i zaprezentował zbyt entuzjastyczne podejście do więzi rodzinnych łączących spadkodawcę ze spadkobiercami. U podstaw nowelizacji leżało przekonanie, że zbyt często do spadku dochodziła gmina lub Skarb Państwa. Z tego też względu rozszerzono krąg osób uprawnionych w sposób prawie uniemożliwiający dziedziczenie przez spadkobierców koniecznych (gmina, Skarb Państwa). Jeżeli chodzi o umożliwienie dziedziczenia przez dziadków, to uważam te zmiany za pożądane. W pozostałych przypadkach mam wątpliwości, czy nie są zbyt daleko idące.


Po pierwsze, zawsze istniała możliwość sporządzenia testamentu, który spowoduje dojście do spadku tych osób z dalszej rodziny (bliższa i tak była w kręgu spadkobierców ustawowych), które w mniemaniu spadkodawcy na to zasłużyły.


Po drugie, tak szerokie zakreślenie kręgów (klas) spadkobierców niesie za sobą także pewne niebezpieczeństwo. W obecnych czasach, częściej niż dawniej, w spadku znajdują się pasywa (łatwość zaciągania kredytów i pożyczek robi swoje). Oczywiście istnieje możliwość przyjęcia spadku z dobrodziejstwem inwentarza lub też odrzucenia spadku. Wcale nietrudno sobie jednak wyobrazić sytuację, w której dalszy krewny będzie miał świadomość, że wyprzedzający go krewni nie dziedziczą, ale nie będzie miał świadomości konieczności złożenia oświadczenia chroniącego go przed pełną odpowiedzialnością za długi w ustawowym terminie. Bierność powoduje przyjęcie spadku wprost (odpowiedzialność może przewyższać wartość odziedziczonego spadku – spłata długów odbywa się także kosztem własnego majątku). Przykładowo: w spadku po A jest mieszkanie warte 500.000 zł i dług o wartości 1.500.000 zł. O śmierci A została zawiadomiona cała rodzina. Bliżsi spadkobiercy odrzucili spadek i w końcu spadkobiercą został kuzyn A. Kuzyn A dowiaduje się na bieżąco o długach w spadku, o kolejnym odrzucaniu spadku, ale nie ma pojęcia, że on jest następny w kolejności (nie ma świadomości o swoim prawie do dziedziczenia). W takim przypadku przez swoje milczenie kuzyn A przyjmie spadek wprost i oprócz nabycia własności mieszkania, będzie musiał spłacić dług w kwocie 1.500.000 zł także z własnego majątku (bo majątek spadkowy na to nie wystarczy).


Komunikacja z dalszymi krewnymi często jest utrudniona, więc możliwość ostrzeżenia przed konsekwencjami przyjęcia spadku – ograniczona. Znowu można powiedzieć, że istnieje furtka – uchylenie się od skutków prawnych niezachowania terminu do złożenia oświadczenia, ale znowu – trzeba o tym wiedzieć i znów trzeba to zrobić w odpowiednim terminie. Problem jest praktyczny. Z jednej strony coraz częściej zgłaszają się do kancelarii osoby dziedziczące głównie długi i borykające się z problemem jak sprawę poprowadzić tak, żeby nie skrzywdzić członka rodziny. Z drugiej strony brak znajomości prawa jest tym bardziej dotkliwy, że w Polsce adwokat ma funkcję straży pożarnej (gasi pożar – wizyta u prawnika odbywa się, gdy problem już istnieje, a nie zanim jeszcze powstanie). Oczywiście ignorantia iuris nocet (nieznajomość prawa szkodzi), ale szkody mogą być bardzo duże.


Po trzecie, rzeczywiste więzy rodzinne – uzasadniające według ustawodawcy tak szeroki krąg uprawnionych – z wujkami, stryjkami i ich rodzinami są często luźne lub w ogóle ich nie ma. Nie mówiąc o pasierbach-sierotach (dlaczego tylko ta kategoria pasierbów dziedziczy – trudno zrozumieć, nawet, a może zwłaszcza, po przeczytaniu uzasadnienia nowelizacji), z którymi spadkodawca w ogóle nie jest spokrewniony, a jedynie spowinowacony. Z tego punktu widzenia nie do końca przekonuje argument, że spadek powinien pozostać w szeroko pojętej rodzinie.


Na marginesie należy dodać, że w obowiązującym stanie prawnym istnieje luka – w przypadku dziedziczenia przez małżonka i jednego z rodziców (drugi z rodziców nie żyje), a braku rodzeństwa spadkodawcy i ich zstępnych, pozostaje ¼ udziału w spadku nieobjęta. Nie wiadomo komu ten udział miałby przypaść, skoro w takiej konfiguracji udział małżonka wynosi ½, a rodzica – ¼? Nie ma na to pytanie dobrej odpowiedzi.


Moje uwagi krytyczne nie mają znaczenia o tyle, że przepisy obowiązują i nie pozostaje nam nic innego, jak je stosować. Z drugiej strony warto wiedzieć, że trzeba zachować daleko idącą ostrożność i nie cieszyć się od razu, jak się okaże, że odziedziczyliśmy spadek po kuzynie z drugiego końca Polski.


9.04.2011 r.


Wypada mi dodać, że luka prawna, o której pisałam wyżej, została wyeliminowana. Dnia 7 kwietnia 2011 r. Prezydent podpisał ustawę nowelizującą k.c. Między innymi został zmieniony art. 932 k.c. przez dodanie § 6. Ustawodawca rozstrzygnął, że „jeżeli jedno z rodziców nie dożyło otwarcia spadku i brak jest rodzeństwa spadkodawcy lub ich zstępnych, udział spadkowy rodzica dziedziczącego w zbiegu z małżonkiem spadkodawcy wynosi połowę spadku.” Zmiana wejdzie w życie w terminie 6 miesięcy od ogłoszenia ustawy w dzienniku ustaw (ustawa jeszcze nie została opublikowana). Należy pamiętać, że prawo nie działa wstecz, co oznacza, że stwierdzenie nabycia spadku otwartego w czasie sprzed wprowadzenia § 6 do art. 932 k.c. będzie się odbywało z pominięciem tego przepisu. Jedynym ratunkiem w tym przypadku może być analogia do zdania drugiego art. 932 § 2 k.c. – skoro przy nieustalonym ojcostwie spadkodawcy jego potencjalny udział dziedziczy matka spadkodawcy, to – na zasadzie analogii – przy zmarłym rodzicu spadkodawcy jego udział powinien dziedziczyć drugi rodzic spadkodawcy.


---

Agnieszka Swaczyna, adwokat zajmujący się prawem cywilnym i rodzinnym. Prowadzi dwa blogi: www.blogrozwod.pl i www.blog.kancelariaswaczyna.pl



Artykuł pochodzi z serwisu
www.Artelis.pl

środa, 16 stycznia 2013

Czym jest testament allograficzny?

Autorem artykułu jest anna bobak



Testament allograficzny nazywany jest potocznie urzędowym, gdyż sporządza się go w obecności osoby zajmującej określone stanowisko związane z pełnieniem władzy publicznej (wójt, prezydent etc.). Formalnie jest on odmianą testamentu zwykłego.

Wymogi testamentowe


Aby możliwe było sporządzenie testamentu allograficznego, konieczne jest spełnienie pewnych warunków. Osobami uprawnionymi do przyjęcia oświadczenia spadkodawcy są m.in. wójt, burmistrz, prezydent miasta, starosta, marszałek województwa, sekretarz powiatu, sekretarz gminy, kierownik urzędu stanu cywilnego. Konieczna jest również obecność dwóch świadków przy tym testamencie, nie ma jednak przeszkód, aby była to większa liczba osób. Testator składa oświadczenie, które następnie jest spisywane, a potem odczytywane mu na głos. Jeśli wszystko się zgadza, testator musi taki dokument podpisać własnoręcznie.

Ograniczenia testamentu allograficznego


Testator testamentu allograficznego musi potwierdzić ustnie odczytany mu wcześniej projekt testamentu lub potwierdzić treść testamentu ustnego, który utracił moc. Z opcji testamentu allograficznego w ogóle nie mogą skorzystać więc osoby głuche lub nieme. Osoba, która odbiera oświadczenie od testatora, nie może być z nim spokrewniona, spowinowacona oraz pozostawać z nim w bliskim stosunku.



Ponadto świadkowie też muszą spełniać określone zasady. Świadkowie - w wypadku testamentu allograficznego - nie mogą mieć ograniczonej zdolności do czynności prawnych lub prawomocnego wyroku za fałszywe zeznania, nie mogą być niewidomi, głusi lub niemi. Świadkowie muszą posiadać umiejętność czytania, pisania i mówienia w języku, w którym spadkodawca sporządza testament. Co ważne, świadkowie nie mogą mieć w testamencie przewidzianej żadnej korzyści - podobnie ich małżonkowie, krewni lub powinowaci I i II stopnia.


Niedopełnienie któregokolwiek z wymogów dla testamentu allograficznego powoduje jego nieważność. Podobnie jak dokument urzędowy, testament allograficzny stanowi dowód postanowień zawartych w jego treści, podważenie takiego dokumentu jest bardzo trudne.


---

Prawo spadkowe - praktyczne porady prawne online dotyczące dziedziczenia ustawowego i testamentowego.



Artykuł pochodzi z serwisu
www.Artelis.pl

sobota, 1 grudnia 2012

Jak zbudować dom na działce rolnej

Wbszklarnie_działka rolnarew pozorom postawienie domu na działce rolnej jest możliwe. Aby tego dokonać, należy rozpocząć od zakupu ziemi. Pamiętajmy, że w polskim prawie nie ma regulacji, która zakazywałaby zakupu ziemi rolnej osobom, które nie są rolnikami. Jednak jak to zwykle bywa - nie ma nic z górki.

Przepisy prawa budowlanego, w szczególności Ustawa o kształtowaniu ustroju rolnego, w sposób szczególny regulują zakup nieruchomości rolnych, czyniąc go nieco trudniejszym niż zakup innej nieruchomości, przeznaczonej w planie zagospodarowania przestrzennego na inne cele niż rolne. Istnieje prawo pierwokupu, które przysługuje dzierżawcy ziemi lub Agencji Nieruchomości Rolnych.

Pamiętajmy, że przepisy o prawie pierwokupu w kilku sytuacjach nie znajdą jednak zastosowania. Jeśli jesteśmy w stanie kupić ziemię od kogoś z naszej bliskiej rodziny, zróbmy to. Przepisy nie obowiązują bowiem w sytuacji, gdy nabywcą nieruchomości rolnej jest osoba bliska zbywcy, taka jak zstępni, wstępni, rodzeństwo, dzieci rodzeństwa lub małżonka, osoby przysposabiające i przysposobione oraz osobę, która pozostaje ze zbywcą faktycznie we wspólnym pożyciu.


Jeśli uda nam się już uzyskać nieruchomość rolną, to nie stawiajmy od razu fundamentów, przed nami jeszcze daleka droga. Bardzo ważną sprawą będzie niezbędne jej odrolnienie oraz wyłączenie gruntu z produkcji rolnej. Jak to zrobić? Odrolnienie to nic innego jak zmiana przeznaczenia z celów rolnych na nierolne w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego.


Na cele nierolne przeznaczane są przede wszystkim grunty klas IV-VI złożone z gleb pochodzenia mineralnego i one nie wymagają uzyskania decyzji o wyłączeniu z produkcji rolnej. Z opłat za wyłączenie gruntu z produkcji rolnej zwolnione jest budownictwo mieszkaniowe, ale jedynie do 0,05 ha w przypadku budynku jednorodzinnego oraz do 0,02 ha, na każdy lokal mieszkalny, w przypadku budynku wielorodzinnego.


Anna Bobak
---

Prawnik online - profesjonalne doradztwo prawne.

Artykuł pochodzi z serwisu
www.Artelis.pl

środa, 21 listopada 2012

Pojęcie szkody niemajątkowej

Autorem artykułu jest Rafał Wojciechowski



Pojęcie szkody w prawie polskim jest niezwykle szerokie. Jest ona bowiem ogólną przesłanką odpowiedzialności odszkodowawczej i kluczem do prawidłowego zakreślenia ram roszczenia o zadośćuczynienie w prawie polskim. Kodeks cywilny, w ślad za swoimi poprzednikami, nie wprowadza definicji legalnej szkody.

Jak zauważa A. Szpunar [1], szkoda jest kategorią bardziej ekonomiczną niż prawną i wiąże się z istnieniem pewnego niedoboru, ubytku. Jednak takie rachunkowe czy też czysto ekonomiczne pojęcie nie jest wystarczające i nie może być bezpośrednim przedmiotem badań prawnika. Dlatego też należy poszukiwać wszelkich wskazówek, które pozostawił nam ustawodawca, a które okażą się pomocne w poszukiwaniu właściwej definicji.


Art. 361 § 2 kc podpowiada, jakie uszczerbki (w ujęciu potocznym) podlegają naprawieniu poprzez zastosowanie konstrukcji odpowiedzialności cywilnej. W konsekwencji zauważamy, iż uszczerbkami tymi są zarówno rzeczywiście poniesione straty, jak i utracone korzyści [2]. Wyrażają się one w różnicy między stanem dóbr prawnie chronionych poszkodowanego, jaki mógłby istnieć w ramach normalnej kolei rzeczy, a stanem, jaki powstał na skutek zdarzenia wywołującego zmianę polegającą na uszczupleniu aktywów lub powiększeniu pasywów [3]. Upraszczając, proponuję przyjęcie definicji [4] określającej szkodę jako pewien uszczerbek w dobrach i interesach prawnie chronionych, poniesionych wbrew woli poszkodowanego [5].


Na gruncie Kodeksu cywilnego szkoda nie ma charakteru jednolitego. Zgodnie jednak za zdecydowaną większością doktryny, należy przyjąć pojęcie szkody jako mieszczącej w sobie zarówno aspekt majątkowy, jak i niemajątkowy. Jest to tzw. szerokie ujęcie, przeciwstawne pojęciu zawężonemu jedynie do szkody majątkowej, reprezentowanemu przez część doktryny. Wiąże się ono z kodeksowym, terminologicznym rozróżnieniem pomiędzy „odszkodowaniem” i „zadośćuczynieniem”, „krzywdą” oraz właśnie „szkodą”. Jak słusznie zauważa A. Szpunar [6], problematyka przyjęcia właściwej nomenklatury w tym względzie towarzyszy dyskursowi prawniczemu już od czasów Kodeksu zobowiązań. Jednakże współcześnie rozróżnienie krzywdy i szkody majątkowej (szkody sensu stricte) w pojęciu „szkody” mogłoby okazać się zbędnym utrudnieniem, rozpraszającym konstrukcję odpowiedzialności odszkodowawczej, podczas gdy w istocie, pomimo odmiennych podstaw i przesłanek odpowiedzialności, szkoda niemajątkowa (krzywda) jest, tak samo jak szkoda majątkowa, uszczerbkiem w dobrach chronionych prawem. Dobrami tymi są głównie tzw. dobra osobiste, lecz mogą to być również interesy chronione przez prawa podmiotowe o charakterze względnym. O ile więc szkoda majątkowa może być szkodą na mieniu oraz na osobie, o tyle krzywda godzi jedynie w podmiot prawa, który takie dobra osobiste lub interesy niemajątkowe posiada [7], nie da się jej wyrazić majątkowo i nie przekłada się ona wprost na majątek poszkodowanego.


Dookreślając pojęcie szkody niemajątkowej, należy zdefiniować pojęcie „dóbr osobistych”. Problematyka ta była, jest i zapewne w najbliższej przyszłości nadal będzie jednym z najciekawszych, najbardziej dynamicznych i szeroko dyskutowanych elementów konstrukcji odpowiedzialności cywilnej. Ustawodawca, zdając sobie sprawę z faktu znakomitej różnorodności dóbr osobistych, wykreowanych przez orzecznictwo w czasie obowiązywania Kodeksu zobowiązań, przyjął metodę definicji przez wyliczenie [8], które jednak nie ma charakteru enumeratywnego [9]. Oddaje to pole do dyskursu komentatorom oraz sądom, celem uzupełnienia opisu poprzez formułowanie coraz to nowych kategorii dóbr osobistych. Węzłowym problemem jest jednak próba ich zdefiniowania, a szerzej wyjaśnienia ich charakteru, źródła oraz odpowiedzi na pytanie o to, czy na gruncie polskiego prawa mamy do czynienia z jednym, ogólnym dobrem osobistym, czy też z wieloma różnymi dobrami o odmiennym charakterze. Jednym z pierwszych, a zarazem kluczowych orzeczeń w tej tematyce, wydanym na gruncie Kodeksu cywilnego, jest wyrok Sądu Najwyższego z dnia 9 lipca 1971 roku [10], w którym Sąd jednoznacznie opowiedział się za koniecznością każdorazowego dookreślenia rodzaju naruszonego dobra osobistego, a nie jedynie ograniczenia się do ogólnikowego zakazu ich naruszania. Taka postawa wiąże się z użyciem przez ustawodawcę mnogiego pojęcia „dobra osobiste” oraz przykładowym wymienieniem w katalogu art. 23 kc szeregu ich typów o odmiennym charakterze. Powstaje jednak pytanie, czy oprócz tych wyliczonych w przepisie należałoby skonstruować pojęcie dobra osobistego „jako takiego”. Taka konstrukcja mogłaby okazać się przydatna choćby w przypadku, gdyby w sposób ewidentny doszło do naruszenia któregoś z nich, bez jednak możliwości precyzyjnego wskazania przedmiotu naruszenia [11]. Taka jednak koncepcja miałaby, moim zdaniem, zbyt teoretyczny charakter. Co prawda dobra osobiste mogą krzyżować się w swoich zakresach, lecz zawsze mniej lub bardziej precyzyjnie możemy nazwać to, które zostało naruszone, a nawet pojedyncze naruszenie może godzić w szereg całkowicie odmiennych praw podmiotowych. Powyższe jednak rozróżnienie może okazać się przydatne przy bliższym przyjrzeniu się charakterowi prawnemu dóbr osobistych. W doktrynie [12] nie ulega wątpliwości, iż ochrona przed ich naruszeniem w sposób najpełniejszy może być realizowana poprzez konstrukcję praw podmiotowych o charakterze niemajątkowym, skutecznych erga omnes oraz niezbywalnych i niedziedzicznych [13].


Prawa takie nazywane są prawami osobistymi lub prawami osobowości, a szczególne zainteresowanie komentatorów [14] budzi pytanie, czy każde z wyodrębnionych dóbr osobistych jest immanentnie złączone z przysługującym mu prawem osobistym (np.: dobro osobiste w postaci czci jest chronione prawem podmiotowym do posiadania/nienaruszalności czci), czy też pomimo ich mnogości są one chronione jednym osobistym prawem podmiotowym. J. Matys [15] słusznie zauważa, iż pionierem koncepcji praw podmiotowych osobistych był F. Zoll, który sformułował ją przy współudziale A. Szpunara.. Podkreślali oni, iż „w prawach osobowości tkwi uznanie nietykalności człowieka jako takiego, uznanie wolności w używaniu i rozwijaniu władz umysłowych, fizycznych – uszanowanie godności ludzkiej” [16]. Każdy człowiek posiada więc pewną sferę uprawnień, które należy chronić bez względu na wszystko, jednak w sferze tej mieści się szereg wolności, władz umysłowych i fizycznych o różnorodnym charakterze. Dobra osobiste mają więc charakter niejednolity, a także różną głębię, cel, a nawet sposób ochrony. Dla przykładu zupełnie inną charakterystykę prawną będzie mieć roszczenie o usunięcie skutków naruszenia dobra osobistego w postaci wizerunku czy dobrego imienia, a inną w przypadku godności. W tej tematyce wyczerpująco wypowiedział się Sąd Najwyższy w szeroko komentowanym orzeczeniu z dnia 2 lutego 2011 roku [17], w którym stwierdził: „jeśli naruszono godność osobistą człowieka, niekiedy właściwą formą usunięcia skutków jego naruszenia może być złożenie samemu pokrzywdzonemu oświadczenia usuwającego skutki tego naruszenia przez podmiot, który się tego się dopuścił. Natomiast inna sytuacja zachodzi wówczas, gdy przedmiotem ochrony jest dobre imię. W takim przypadku, oświadczenie usuwające skutki naruszenia tego dobra osobistego, aby osiągnęło cel, musi dotrzeć do innych osób, które zetknęły się z jego bezprawnym naruszeniem”. Orzeczenie to zostało wydane na gruncie roszczenia o ochronę dobra osobistego w postaci wizerunku. Sąd wskazuje, iż w określonych okolicznościach podmiot, co do którego występuje podejrzenie dokonania naruszenia, może głęboko ingerować w treść prawa podmiotowego do nienaruszania wizerunku i będzie działał zgodnie z prawem. Jednak inne dobro w postaci wolności osobistej, chronione prawem osobistości wynikającym z zakazu niewolnictwa lub pracy przymusowej, ma charakter nienaruszalny i nie może zostać ograniczone w żadnych warunkach społeczno–ekonomicznych pod żadną postacią, za wyjątkiem szczególnych wskazań ustawowych, mających charakter wyjątkowy [18].


Z tego tytułu próba budowania jednego prawa osobistego jest zbędna – w istocie prawo takie doznawałoby wielu wyjątków i ad casum musiałoby być każdorazowo dookreślane [19]. Łatwiejszą, dokładniejszą, opartą na germańskiej kazuistyce koncepcją jest budowa wielu praw osobistych, a nawet jak zauważa I. Kudelka [20], konstruowanie jednolitego prawa osobistego na tle naszego systemu prawnego to przejaw jedynie swoistej "myślowej elegancji". Ten kontrowersyjny, lecz moim zdaniem trafny pogląd pragnę uzupełnić spostrzeżeniem, iż owa elegancja mogłaby mieć brzemienne skutki. Pod nią czaiłaby się skomplikowana, niejednolita, pełna wyłączeń i wyjątków treść prawa, która skutecznie zamazywałaby obraz ochrony dóbr osobistych poprzez nadmiernie skomplikowane schematy ochrony, a nawet powodowałoby to problem w jednoznacznym uchwyceniu charakteru naruszonego dobra osobistego i wymuszało konstruowanie koncepcji hybrydowych.


Celem rozszerzenia wywodu oraz wskazania miejsca praw osobistych w porządku prawnym należy jeszcze powołać koncepcję trójszeregowej płaszczyzny praw osobistych A. Kidyby [21]. Postuluje on, moim zdaniem w pełni słusznie, umieszczenie praw osobistych na drugim szczeblu drabiny, której fundamentem jest norma, będąca podstawą praw podmiotowych uprawnionego, zaś dopiero z tej normy w sposób instrumentalny wynikają inne – bardziej szczegółowe prawa osobiste. Każda z tych norm chroni jedno dobro osobiste uprawnionego podmiotu przed naruszeniem przez kogokolwiek. Koncepcja ta przyjmuje więc po pierwsze tezę o konieczności ochrony dóbr osobistych jako takich, na podstawie art. 23 kc. Artykuł ten wskazuje przesłanki odpowiedzialności sprawcy, a także wymienia przykładowy katalog chronionych dóbr osobistych. Z nich natomiast wynikają dalsze, jednostkowe przypadki, w których już sądy będą udzielały ochrony, dokonując subsumcji stanu faktycznego pod ogólną normę, wyodrębniając dobro osobiste i w konsekwencji dookreślając rodzaj i zakres naruszenia w konkretnym przypadku.


Po tych uwagach co do charakteru dóbr osobistych i praw, za pomocą których są chronione, możemy przejść do próby ich zdefiniowania. Na uwagę zasługuje w tym względzie stosunkowo nowa uchwała Sądu Najwyższego z dnia 19 listopada 2010 [22], w której Sąd stwierdził [23], „że dobra osobiste wynikają z tych wartości niemajątkowych, które są ściśle związane z człowiekiem, obejmując jego fizyczną i psychiczną integralność albo będąc przejawem jego twórczej działalności; skupiają niepowtarzalną, pozwalającą na samorealizację indywidualność człowieka, jego godność oraz pozycję wśród innych ludzi. Dobrem osobistym jest wartość immanentnie złączona z istotą człowieczeństwa oraz naturą człowieka, niezależna od jego woli, stała, dająca się skonkretyzować i obiektywizować.” Sformułowanie tej definicji było skutkiem wcześniejszego dyskursu doktrynalnego, który zapoczątkował S. Grzybowski [24]. Zauważył on, iż z racji braku definicji legalnej dóbr osobistych należy taką definicje zbudować, aby wyznaczyć zakres znaczeniowy tego pojęcia i z wysokim poziomem pewności móc stwierdzić, iż ad casum doszło do naruszenia dóbr osobistych. Pozostawienie możliwości swobodnego definiowania dóbr osobistych przez orzecznictwo mogłoby spowodować rażące zróżnicowanie zakresu ich ochrony. Jeżeli bowiem określony stan faktyczny nie wskazuje na naruszenie dobra osobistego wymienionego w art. 23 kc, powstałby problem kwalifikacji stanu faktycznego i naruszenia nim objętego pod pojęcie dobra osobistego. Dlatego też należy przyjąć, iż jeżeli istnienie dobra osobistego nie wynika z katalogu art. 23 kc ani z orzecznictwa Sądu Najwyższego, to ewentualne istnienie, kwalifikacja naruszenia i ochrona cywilnoprawna musi wynikać z przyporządkowania danego stanu faktycznego pod przyjętą definicję dobra osobistego.


W związku z powyższym zrodziły się dwie koncepcje – subiektywna, według której dobra osobiste to „niemajątkowe, indywidualne wartości świata uczuć, stanu życia psychicznego człowieka [25]” oraz koncepcja obiektywna [26]. Postuluje ona przyjęcie obiektywnego standardu oceny i powszechnej akceptacji dla uznania dóbr osobistych w danym społeczeństwie. Nie wnikając w doktrynalne zapatrywania i próby uszczegółowienia definicji według obu koncepcji należy odrzucić pierwszą z uwagi na różnorodność sposobów odbierania rzeczywistości i przeżywania uczuć w stosunku do każdego człowieka. Przyjęcie koncepcji subiektywnej mogłoby bowiem sugerować, iż osoby dotknięte zaburzeniami psychicznymi, które nie są w stanie odczuwać choćby obrazy czci, są pozbawione ochrony w tym zakresie. Ochrona immanentnych wartości, przynależnych każdemu człowiekowi musi być zobiektywizowana, niezależna od stanu psychicznego osoby dotkniętej naruszeniem, a także uzależniona od okoliczności zewnętrznych i okoliczności działania podmiotu naruszającego.


W moim przekonaniu definicją, która najtrafniej oddaje istotę dóbr osobistych jest ta zaprezentowana przez A. Szpunara [27], postulującego odniesienie definicji dóbr osobistych do wartości uznanych w społeczeństwie, a zarazem wskazującego na odrębność psychiczną i fizyczną każdego człowieka. Tym samym punktem wyjścia musi być obiektywna ocena naruszenia. Tego typu uwagi znalazły swoje odzwierciedlenie w orzecznictwie, a konkretnie w wyroku Sądu Najwyższego z 11 marca 1997 roku [28], w którym Sąd stwierdził, iż „ocena czy nastąpiło naruszenie dobra osobistego, jakim jest stan uczuć, godność osobista i nietykalność cielesna, nie może być dokonana według miary indywidualnej wrażliwości zainteresowanego”. Jeszcze głębiej przedstawioną problematykę zakreślił Sąd Najwyższy w wyroku z 5 kwietnia 2002 roku [29], stwierdzając, iż to sąd powinien rozważyć, czy typowa, przeciętna osoba na miejscu poszkodowanego uznałaby określone działanie za naruszenie dobra osobistego oraz czy w odczuciu społecznym określone zachowanie zakwalifikowane może być jako naruszające dobra osobiste. Jak jednak zauważa M. Pazdan [30] ocena nie jest w pełni oderwana od przesłanek subiektywnych. To bowiem od samego zainteresowanego zależy wszczęcie postępowania, które niewątpliwie nastąpi tylko w przypadku, gdy poczuje on, iż jego dobro osobiste zostało naruszone lub takim naruszeniem jest zagrożone. Ponadto pod uwagę należy wziąć stopień przeżywanej przykrości przez dotkniętego naruszeniem, jeżeli przekracza ono próg, od którego obiektywnie liczyć się już będzie naruszenie dobra osobistego.


Należy jednak podkreślić, iż nie tylko naruszenie dóbr osobistych może być źródłem szkody niemajątkowej. Istnieją bowiem pewne interesy, które nie wypełniają definicji właściwej dla dóbr osobistych, ale są na tyle istotne dla ich posiadacza, iż postuluje się ich ochronę na gruncie odpowiedzialności cywilnej [31]. Problem ten stał się obiektem poważnych rozważań orzeczniczych na gruncie zadośćuczynienia za tzw. zmarnowany urlop. Sądy wielu instancji, w tym Sąd Najwyższy [32] spierały się co do możliwości zakwalifikowania pozytywnego odczucia psychicznego, związanego z należytym wykonaniem usługi turystycznej, jako dobra osobistego. Pomimo dość krótkiej historii dyskursu nad tym zagadnieniem mogę zaryzykować postawienie tezy, iż przedmiotowe odczucia komfortu w czasie wypoczynku, zostało w judykaturze definitywnie odrzucone jako dobro osobiste [33]. Zdaniem Sądu Najwyższego „należy poza tym pamiętać, że każde dobro osobiste skupia w sobie dwa elementy – chronioną wartość oraz prawo żądania od innych poszanowania jej. Spokojny, niezakłócony wypoczynek na zorganizowanych wczasach nie odpowiada tym przesłankom; jest zwykłym przejawem zachowania człowieka, zaspokojeniem jego – najczęściej doraźnej – potrzeby, nie przez wszystkich zresztą odczuwanej. [34]” Tym samym otwarta została droga do rozważań nad dwutorowością ochrony interesów niemajątkowych, w zależności od ich źródła, zwłaszcza w reżimie odpowiedzialności kontraktowej


[1] A.Szpunar „Odszkodowanie…” str. 22.


[2] A. Olejniczak „Kodeks cywilny. Komentarz”, wyd. Lex, Warszawa 2010, str. 80 i n.


[3] por. Uchwała Sądu Najwyższego z dnia 18 maja 2004 roku (sygn. akt: III CPZ 24/04 - publ. OSNC 2005 nr 7-8, poz. 117) oraz Wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z dnia 21 kwietnia 2005 roku (sygn. akt I ACa 140/05 - publ. OSA 2006 nr 1, poz. 3, str. 60).


[4] Definicja ta jest powszechnie przyjęta w doktrynie i komentarzach – tak m.in.: A. Kawałko, H. Witczak „Prawo cywilne”, wyd. I, Warszawa 2010, str. 419; Wyrok Sądu Najwyższego z dnia 16 maja 2002 roku (sygn. akt: V C 1273/00 - npubl.); Uchwała Sądu Najwyższego z dnia 15 listopada 2001 roku (sygn. akt: III CZP 68/01 - publ. OSNC 2002 nr 6, poz. 74, str. 13).


[5] Uszczerbek poniesiony zgodnie z wolą poszkodowanego albo nie jest szkodą albo jest szkodą, lecz działanie podmiotu naruszającego nie ma charakteru bezprawnego. Rozważanie w tym temacie należy pozostawić na uboczu, gdyż stanowią osobny i obszerny temat refleksji.


[6] A.Szpunar „Odszkodowanie… ”, str. 25.


[7] Dobra osobiste przysługują zarówno osobom fizycznym, jak i prawnym, a także jednostkom organizacyjnym nie posiadającym osobowości prawnej, a którym ustawa przyznaje zdolność prawną (por. wyrok Sądu Najwyższego z dnia 16 lipca 1993 roku, sygn. akt: I PZP 28/93 - publ. OSNCP 1994 nr 1, poz. 2).


[8] Art. 23 kc wylicza przykładowe dobra osobiste w postaci zdrowia, wolności, czci, swobody sumienia, nazwiska, pseudonimu, wizerunku, tajemnicy korespondencji, nietykalności mieszkania, twórczości naukowej, artystycznej, racjonalizatorskiej, a także wynalazczej.


[9] Inne dobra osobiste, za których istnieniem opowiedział się Sąd Najwyższy to m.in.: prawo do prywatności, prawo do kultu po osobie zmarłej, stan cywilny, intymność, tradycja.


[10] sygn. akt: II CR 220/71 (publ. OSNCP 1972 nr 1, poz. 19)


[11] por. S. Grzybowski „System prawa cywilnego. Tom 1 – część ogólna”, Wrocław 1974, str. 297.


[12] Z. Radwański „Koncepcja praw podmiotowych osobistych” [w:] RPEiS nr 2/1988, str. 3 i n.


[13] odmiennie jednak B. Gawlik, „Ochrona dóbr osobistych. Sens i nonsens koncepcji tzw. praw podmiotowych osobistych" [w:] ZNUJ nr 41/1985, s. 138 i n.


[14] S. Grzybowski „Ochrona dóbr osobistych według przepisów ogólnych prawa cywilnego”, Warszawa 1957, str. 79.


[15] J. Matys „Model...”, str. 124.


[16] F. Zoll „Prawo cywilne w zarysie” t. I – część ogólna, wyd. II, Kraków 1948, str 128-129.


[17] sygn. akt: II CSK 431/10 ( publ. LEX nr 784917)


[18] Europejska Konwencja o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności w art. 15 wyraźnie wyłącza możliwość ograniczenia zakazu niewolnictwa lub pracy przymusowej nawet w warunkach działań zbrojnych.


[19] A. Kopff, "Koncepcja praw do intymności i do prywatności życia osobistego (Zagadnienia konstrukcyjne)", [w:] SC t. XX, 1972. Zdaniem tego autora natomiast jedno prawo podmiotowe chroni dóbr osobistych.


[20] Ł. Kudelka „Aksjologia i rozwój dóbr osobistych” – praca magisterska, Lublin 2006.


[21] A. Kidyba „Komentarz do ustawy Kodeks cywilny” pod redakcją A. Kidyby, t. I – część ogólna, Warszawa 2009, komentarz do art. 24, pkt. 3. Autor wskazuje, iż "rozwijając te założenia, wyrazić można pogląd, że w istocie art. 23 k.c. wysławia nie tyle, i nie tylko, pewną ogólną zasadę ochrony dóbr osobistych, ale razem z art. 24 k.c. jest źródłem wielu różnych norm o zasadniczo odmiennym charakterze, a z niektórych z tych norm wynikają następnie w sposób instrumentalny inne liczne normy. W pierwszym rzędzie wskazać należy mianowicie podstawową normę będącą źródłem praw podmiotowych osoby uprawnionej (zdaniem innych tylko jednego prawa), natomiast dopiero w niejako drugim rzędzie wstępują normy konstytuujące generalne obowiązki innych osób polegające na respektowaniu sfery dóbr osobistych, w myśl dominującego pluralistycznego ujęcia jest to szereg norm odpowiadających poszczególnym dobrom osobistym. Każda z tych norm "drugiego rzędu" w swojej hipotezie wskazuje tylko jedno dobro osobiste (stan rzeczy), odnoszące się do uprawnionego podmiotu, natomiast w jej dyspozycji znajduje się skierowany erga omnes obowiązek nienaruszania danego stanu rzeczy. Elementom katalogu dóbr osobistych odpowiadają zatem poszczególne normy, nakazujące respektować dane dobra osobiste jako stany rzeczy podlegające tej generalnej ochronie. Wreszcie na końcu, niejako w "trzecim rzędzie", z każdej z tych norm wynikają instrumentalnie bardzo liczne normy, dotyczące wielu różnych zachowań odnoszących się jednak do tego samego dobra osobistego, które to normy rekonstruowane są w szczególności przez sądy w procesie stosowania prawa.”


[22] sygn. akt: III CZP 79/10 (publ. OSNC 2011 nr 4, poz. 41, str. 39)


[23] tak też: Z. Radwański „Zobowiązania...", str. 317.


[24] S. Grzybowski „Ochrona..." str. 82.


[25] Ibidem… str. 78


[26] M. Safjan, Refleksje wokół konstytucjonalnych uwarunkowań rozwoju ochrony dóbr osobistych" [w]: KPP nr 1/2004, s. 241 i n.


[27] Według A Szpunara dobra osobiste to wartości niemajątkowe wiążące się z osobowością człowieka, uznane powszechnie w danym społeczeństwie. [w:] A. Szpunar „Ochrona ...” Warszawa, 1979, str. 106.


[28] sygn. akt: III C 33/97 (publ. http://prawo.legeo.pl/prawo/iii-ckn-33-97/)


[29] sygn. akt: II C 953/00 (publ. LEX nr 55098)


[30] M. Pazdan „System Prawa Prywatnego, Tom I, Prawo cywilne – część ogólna” pod. red. M. Safjana, wyd. C.H.Beck, Warszawa 2007, str. 1156.


[31] por. M. Safjan „Naprawienie krzywdy …”, str. 265.


[33] uchwała Sądu Najwyższego z 19 listopada 2010 roku, sygn. akt: III CZP 79/10 (publ. OSNC 2011 nr 4, poz. 41, str. 39)


[34] Ibidem..


---

Artykuł pochodzi z serwisu
www.Artelis.pl